sobota, 17 sierpnia 2013

Disneyland and Paris 3.

Hej!
Gotowi już na trzeci post z serii o moich wakacjach? Mam nadzieję, że chociaż czytacie je i doceniacie jak się staram dobrać odpowiednie słowa, abyście jak najlepiej mogli sobie wszystko wyobrazić i zrozumieć.


Jak wspomniałam w którymś z komentarzy w jednym z postów, miałam napisać o tym, dlaczego zupełnie nie opłaca się przyjechać do samego Disneylandu na jeden dzień.
My pojechaliśmy tam na 4 dni, w tym jeden poświęciliśmy na Paryż, dwa na Disneyland i jeden na Disney's Studio. Wszystko mieliśmy dokładnie zaplanowane, a ja znałam działanie większości atrakcji, przez co oszczędzaliśmy czasu na zastawianie się nad tym, czy warto iść na nią, lub co to w ogóle może być. Ja odgrywałam rolę głównego przewodnika, ponieważ już wcześniej wszytko wyczytałam w internecie i ani razu się nie zgubiliśmy.
Jak wspominałam, parki są ogromne. Widzieliśmy osoby, które pędziły w biegu, aby tylko zdążyć przed wyjazdem zwiedzić cały Disneyland. Tak się nie da. Park podzielony jest na pięć części, z czego 4 to "sektory" z atrakcjami, zaś piąta część to główna ulica, ze sklepami i restauracjami, na której zawsze coś się dzieje. Sektory noszą nazwy: Discoveryland - Wszystko co związane z Toy Story, Star Wars itp., Fantastyland - Księżniczki, królewny itp., Adventureland - Największy sektor w całym parku (Jego nie zdążyliśmy obejść do końca) związany z Indiana Jones'em i Piratami z Karaibów. Frontierland - Wszystko co wiąże się z dzikim zachodem.

(Czekaliśmy na autokar, który przewoził nas po całym Disney's Studio i przy okazji pokazywał tajniki filmów i efekty specjalne, to było coś niesamowitego!)

W pierwszy dzień, kiedy przyjechaliśmy, byliśmy strasznie zmęczeni po nie przespanej nocy w aucie i na lotnisku, ale tak czy siak zostawiliśmy bagaże i poszliśmy. Przeszliśmy cały park i byliśmy tylko na jednej atrakcji, ponieważ zrobił się taki upał, a jak wspominałam wydawaliśmy fortunę na wodę. Byliśmy w domu strachów, ale to nie to co u nas w Polsce, tam jechaliśmy wagonikami, może i nie było to straszne, ale przynajmniej zabawne i genialnie zrobione.
Wieczorem poszliśmy na basen, a po kolacji, której również nie mieliśmy wykupionej, tylko (Chyba, nie bardzo pamiętam) zjedliśmy kanapki w pokoju, poszliśmy do baru w hotelu, a potem pograliśmy w bilard. Pamiętam, że był tam taki komputer, który wyglądał jak bankomat i wykupywało się jakąś kartę za 2 Euro, chyba na 6 minut i mogło się korzystać. Tata oczywiście mi ją wykupił, ale skończyło się na tym, że jak chciałam się zalogować na Facebook'a to nie mogłam wcisnąć "2", Francuzi mają bardzo dziwne klawiatury.


Drugiego dnia, wyspani, z naładowanymi bateriami, znowu wyruszyliśmy do Disneylandu.
Kiedy już doszliśmy zobaczyliśmy, że przy wejściu do sektora, który według planu mieliśmy w tym dniu odwiedzić jako pierwszy, są porozwieszane liny, a przed nimi stoi pełno ludzi, nie wiedzieliśmy ci się dzieje, więc poszliśmy dalej, przy następnym to samo, ale tym razem coś mi się przypomniało. Była godzina jakoś przed 9.00 rano i mówię do taty, że przecież mamy Easy Pass (wytłumaczenie w pierwszym poście). Tata niechętnie zaczął się przepychać przez tłum, bo myślał, że nie mam racji. Zapytał się pani z obsługi czy to prawda, a Ta powiedziała, że musimy pokazać kartę, tata, tak jak w FBI wyciąga portfel i pokazuje, pani otwiera linę i wchodzimy jak jakieś VIP'y, a ludzie się na nas patrzą z zaskoczeniem (Haha to była niezła hostoria :D). To było na prawdę przydatne, ponieważ na jedną z większych kolejek górskich "Space Moutain" dostaliśmy się nie czekając w ogóle. Ta kolejka była przerażająca, nawet nie bardzo mi się podobała, kiedy z niej wyszłam, cała się trzęsłam, a w środku, prawie nie dostałam skurczu, ponieważ musiałam trzymać między nogami reklamówkę z jedzeniem (xD).


Nigdy nie zapomnę tych robotów. Kiedy do nich podchodziłeś obracały się w Twoją stronę, a kiedy powiedziałeś do nich "Hi" odpowiadały. Nie wiem czy to był przypadek, ale mam nadzieję, że nie. Do tego, te roboty były strasznie słodkie.
Właśnie drugiego dnia znaleźliśmy fontanny z wodą pitną i zabraliśmy ze sobą kanapki z wcześniejszego wybrania się metrem do centrum handlowego w Paryżu. Wiecie, że tam, na stacji Val'd Erope, specjalnie zapamiętałam, w centrum handlowym, Auchan miał 2 piętra. Ogromny sklep, a póki jesteśmy przy sklepie to muszę Wam napisać, że jak u nas są na przykład w Polo, czy Stokrotce wagi na owoce i warzywa, to tam nie da się tego zrozumieć. Kładziesz na wagę na przykład jabłka, masz dwie zakładki "warzywa" i "owoce", naciskasz "owoce", potem "jabłka" i otwierają Ci się 3 strony z gatunkami jabłek! Straszne, nie mogliśmy znaleźć naszego gatunku, aż wreszcie pomogła nam zupełnie obca kobieta, ludzie tam są inni niż u nas w Polsce...


Na dzisiaj to tyle, do przeczytania :)

Część 1
Część 2




TUMBLR
ASK ME

środa, 14 sierpnia 2013

Disneyland and Paris 2.

Hej Wszystkim!
To drugi post z serii o wakacjach, które spędziłam w Disneylandzie w Paryżu.


Kiedy jedliśmy śniadania, w jednej z 4 "stołówek" (Napisałam w cudzysłowie, ponieważ w ogóle nie przypominały takich stołówek jakie, my Polacy sobie wyobrażamy) przychodziły do nas różne postacie Disney'a. W pierwszy dzień na śniadanie przyszła do nas Myszka Mimmi, a zdjęcie z Nią gdzieś mam, ale jeszcze nie na komputerze. Na śniadanie podawali typowo francuskie wyroby z ciasta, tosty, sałatki owocowe i pyszne francuskie sery. Wszystko było podane w bufecie i można było wybrać sobie co chce się jeść. Ja wybierałam dwie kanapki z szynką i serem, małą miseczkę sałatki owocowej (Nie wiem czy Oni lubią strasznie słodkie jedzenie, ale ledwo dało się ją przełknąć, więc zjadłam ją tylko w pierwszy dzień), jednego rogalika z czekoladą i jednego zwykłego. 


Wszystko było tak pyszne, że można było jeść i jeść. Po mimo tego, że na śniadanie objadaliśmy się za cały dzień, nic nie przytyliśmy, w końcu po parku chodziliśmy od około 8.00 rano do 9.00 wieczorem, a nawet dłużej, to na prawdę wiele, biorąc pod uwagę to, że dwa parki - Disneyland i Disney's Studio są większe od mojego miasta. Traciliśmy tak wiele kalorii, że w południe znowu byliśmy strasznie głodni.
W hotelu nie mieliśmy wykupionych obiadów, ale nie ze względu na cenę tylko na to, że musielibyśmy wracać się do hotelu, a to około 60 minut w obie strony z jednego parku.
Tak jak wspominałam, tylko jednego dnia zjedliśmy w restauracji, w miasteczku Disney'a, kiedy szliśmy następnym razem braliśmy ze sobą po prostu kanapki, owoce i przekąski.
Nie polecałabym siadać gdzieś na murkach, ławkach itp. tylko jeść w kolejkach. Wszyscy tak robią, ponieważ, aby wejść na atrakcję trzeba czekać nawet godzinę, a nie opłaca się marnować kolejnej na zjedzenie czegoś i nic nie robić.


Pierwszego dnia ciągle szukaliśmy sklepów z wodą, wypijaliśmy hektolitry przez upał jaki tam panował i wydawaliśmy na to fortunę. Nie mieliśmy pojęcia o istnieniu fontann z wodą pitną tak jak w Amerykańskich filmach, ale jak to się mówi "Człowiek uczy się na swoich błędach". Na toalety nie można było narzekać, czysto, ładnie pachniało i znajdowały się prawie jedna przy drugiej, nie trzeba było daleko iść, żeby znaleźć następną. jedyne co mi przeszkadzało to duże kolejki, ale to raczej normalne.
Przypomniało mi się, że miałam jeszcze napisać o obsłudze parku, więc zrobię to teraz, bo pewnie zraz zapomnę znowu.
Trzema słowami - Uwielbiam tych ludzi. Różnica między ludźmi z Disneylandu, a centralnego Paryża jest tak ogromna, że nie da się tego opisać. W Disneylandzie wszyscy są dla Ciebie tak mili, pomocni i uśmiechnięci, a w Paryżu, szkoda pisać, co prawda osoby pracujące w Disneylandzie powinny takie być, to ich obowiązek, ale czujesz się tam jakbyś to Ty był najważniejszy.
Śmietniki są co mniej niż 10 metrów, dzięki czemu jest tam tak czyściutko, a co lepsze, nawet jeśli rzucisz papierek na ziemię, od razu przychodzi ktoś z obsługi i to sprząta, nawet nic ci nie powie, a kolor i wzór śmietników odpowiada miejscu, w którym aktualnie się znajdujesz. Są również wyznaczone miejsca dla palących.


Wszystko tam mają zrobione pod siebie, czyli wszystko jest z wizerunkiem Myszki Mickey. Kubki, reklamówki, długopisy itp. Restauracje są zrobione pod wzór jakiejś bajki i nazwane podobnie. Byliśmy w jednej z "Księgi Dżungli". Drzewa się ruszały, był taki próg od drzwi w kształcie łuku, gdzie w środku była woda i pływały ryby, padał deszcz, jak w lesie deszczowym i unosiła się para, na gałęzi siedział goryl i wąż. Wyglądało to niesamowicie. Co chwila są sklepy z zabawkami, akcesoriami, ciuchami i to na prawdę ogromne. Wszystko jest tak magiczne, że czujesz się jakbyś zaraz miał się obudzić i ten sen zaraz się skończy. Nie da się tego tak po prostu opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy.

Na dzisiaj to tyle i do przeczytania w następnym poście o wakacjach :)

Część 1
Część 3



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Disneyland and Paris.

Hej wszystkim!
Rozsiądźcie się wygodnie i przygotujcie sobie popcorn, ponieważ ten wyczekiwany post będzie na prawdę długi i zastanawiam się czy nie podzielić go na dwie części.
To jak, zaczynamy?


Wyjechaliśmy około pierwszej w nocy. Na początku nie mogliśmy trafić na parking w Berlinie, na którym mieliśmy zostawić nasze auto. Czy wiedzieliście, że Berlin nawet o 3 w nocy tętni życiem?
Tak więc, w Berlinie kręciliśmy się ciągle w kółko, aż w końcu znaleźliśmy parking, zostawiliśmy auto, a oni przewieźli nas na lotnisko. Było na prawdę zimno. To pamiętam i raczej nie zapomnę jak się trzęsłam. Samolot mieliśmy około 9.15, a na lotnisku byliśmy około 5.00 rano, więc mieliśmy sporo czasu. Pierwsze co, to zjedliśmy wszystko co zostało, żeby pozbyć się niepotrzebnego bagażu. Po "śniadaniu" oddaliśmy bagaże i udaliśmy się do bramek. Nie będę opisywać szczegółów, ale ja to mam zawsze pecha... Kazali mi wyrzucić nowo kupiony dezodorant, ale nadal nie wiem z jakiego powodu, w końcu mówili do mnie po francusku. Pospaliśmy trochę, przynajmniej próbowaliśmy, ale nie mogliśmy pewnie z tego całego podekscytowania, że już zaraz będziemy w tak magicznym miejscu. Kiedy została tylko godzina do odlotu tak nam się zaczęło nudzić, że postanowiliśmy zwiedzić sklepy, które znajdowały się w pobliżu. Nic ciekawego, nie polecam.

Sam lot samolotem, odkąd pamiętam, był na mojej liście "Before I die", więc byłam strasznie szczęśliwa, kiedy kolejną rzecz z tej listy udało mi się wykonać. Stewardesy były bardzo miłe i w samolocie po raz pierwszy, na prawdę rozmawiałam po angielsku. Startowanie i lądowanie było naprawdę zabawne dzięki mojej mamie, która się bała i kurczowo trzymała fotela.
Dostaliśmy, typowo francuskie rogaliki i gorącą czekoladę, a jako, że ja i mój brat byliśmy brani jeszcze za dzieci, mogliśmy wziąć sobie poduszkę, ale i tak mieliśmy własne.



Kiedy wylądowaliśmy przyjechał po nas autokar, prosto z Disneylandu i nas tam zawiózł. Jechaliśmy około 1:30 godz. i ze względy na moją chorobę lokomocyjną, nie było zbyt komfortowo. Autokar rozwoził ludzi po około 5 różnych hotelach (Nie pamiętam dokładnie ile ich było) na terenie samego Disneylandu. My mieszkaliśmy w trzecim. Nazywał się "Sequoia". Każdy z hoteli zrobiony jest pod jakiś konkretny wystrój, nasz akurat pod Western. Wszystko było idealne oprócz dwóch rzeczy, jeden - Drzwi były otwierane na kartę, która ciągle nam się rozmagnesowywała i mieliśmy problem z otworzeniem drzwi, dwa - Pokojówki były przerażające. Były to prawie same murzynki, ale były ubrane w stroje typowe dla niewolniczek w latach 20' Nie bardzo mi to odpowiadało, po prostu źle czułam się kiedy na nie patrzyłam. Hotel był przepiękny, położony jakby niedaleko był las, a tak na prawdę nigdzie go nie było. Zaraz obok było sztuczne jezioro, gdzie można było wypożyczyć łódki, kajaki i rowerki wodne. Wszystko tworzyło klimat prawdziwego westernu, wszystko było do siebie idealnie dopasowane.


Jako, że byliśmy zameldowani i mieszkaliśmy w jednym z hoteli, mieliśmy dodatkowe dwa udogodnienia.
Wstęp na basen był darmowy. Korzystaliśmy z jego codziennie od 21.00 do 22.00 i okazało się, że pracuje tam polka :)
Drugim udogodnieniem była karta Easy Pass, dzięki której mogliśmy wejść do parku 2 godziny przed otwarciem dla osób niezameldowanych w hotelach. To było jak cud. Nie musieliśmy stać po 1.30 godziny w kolejkach, tylko zdarzało się nawet, że od razu wchodziliśmy na jakąś atrakcje.

Nie spodobało mi się również to, że czekaliśmy chyba godzinę, aż nas zameldują, co prawda, w tym samym momencie w recepcji było grubo ponad 100 osób, które właśnie przyjechały z lotniska i są spragnione zabawy.
Pamiętam, że długo szukaliśmy pokoju, znajdował się na pierwszym piętrze z siedmiu. Numerem pokoju był "1338" Gdzie pierwsza cyfra oznacza piętro. Pięter było siedem czyli pokoi było ponad 7 000 w jednym na pięć hoteli. Na jednym piętrze musiało znajdować się 1 000 pokoi, wyobrażacie sobie jakie to było wielkie?


Kiedy tylko znaleźliśmy pokój, zostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy do parku. Szliśmy przez tak zwane "Miasteczko Disney'a" Gdzie prosto z Paryża można dojechać metrem i za wstęp tam nic się nie płaci. Znajdują się tam w sumie same sklepy z zabawkami i restauracje jak z bajki, ale sam wystrój i architektura budynków zachwyca bajkowym urokiem. Pierwszego dnia zjedliśmy w jednej z restauracji, ale więcej tego nie zrobiliśmy, ponieważ znaleźliśmy inne sposoby, nie będę się tutaj rozpisywała, ale na pewno nie chodzi o to, że było za drogo, właśnie było dosyć tanio, może nie dla nas jako polaków, ale dla nich.
Weźmy pod uwagę to, że gdyby u nas otworzyli podobny park i załóżmy, że kawa w mieście kosztuje 5 zł to u nas w Polsce, w parku kosztowała by 15zł, a u Nich nie! U Nich kawa w samym parku kosztuje 3 Euro i w miasteczku też 3 Euro, a w samym Paryżu jest nawet droższa. My robiliśmy błąd ponieważ wszystkie ceny przeliczaliśmy na złotówki. U nas przeciętny polak zarabia 1 500 zł, ale oryginalnych Vansów za 30 zł NIGDZIE nie kupi! A co dopiero byłoby w taki parku, a tam przeciętny francuz zarabia co prawda 1 500 Euro, a Vansy kupi za 30 Euro, dla nich to jest tak tanio, że z niczym nie ma porównania, tam ludzie ze sklepów wychodzili z workami zabawek, ciuchów, akcesorii do domu, a co najlepsze takie worki można było kupić normalnie w sklepie. Niesamowite.

To tyle na dzisiaj i mam nadzieję, że nie zanudziłam Was i że się Wam podobało. Mam nadzieję, że tak jak na ten post będziecie czekać na następną część, bo to jeszcze nie koniec, mam Wam jeszcze bardzo dużo do opowiedzenia i raczej nie zakończę tylko na następnej części :)
Do przeczytania  :)


Część 2
Część 3



TUMBLR
ASK ME

wtorek, 9 lipca 2013

...

Cześć.
Ostatnio dostałam sporo wiadomości, że czekacie na nowy post i przez długi czas zastanawiałam się nad tym czy takowy napisać i w końcu zdecydowałam, że co mi szkodzi?
Jeszcze nigdy napisanie jednego posta nie zajęło mi tyle czasu. Nie wiem czy wybaczycie mi to, że mnie nie bylo. Nie wiem jak mam opisać to co się wydarzyło, bo raczej dużo tego nie było.
Ogólnie u mnie bez zmian i to jest największy powód, przez który nie mam o czym Wam opowiadać.
12 lipca wyjeżdżam do Paryża na 5 dni, do Disneylandu <3


Tak nawiasem mówiąc założyłam niedawno Tumblra i jeżeli chcecie zobaczyć co mnie mnie inspiruje to zapraszam - http://andraaaxd.tumblr.com/
Te wakacje są chyba jak na razie najnudniejsze w całym moim życiu, ciągle pada i jest zimno, dopiero od paru dni jest w miarę, że można chociaż przejść się na plażę.
Przed chwilą właśnie z niej wróciłam.
W wakacje nigdy nie mam orientacji jaki jest aktualnie dzień tygodnia, ale wydaje mi się, że dzisiaj jest wtorek, więc można powiedzieć, że za trzy dni wyjeżdżam do Paryża, ale ja liczę to jako dwa, ponieważ wyjeżdżam w piątek, ale o pierwszej w nocy.


Niedawno mama zapłaciła mi za pasemka, tak więc proszę - Ja jako blondynka >.<
Na ogól wczoraj naszła mnie dzika chęć wyjścia na spacer o 20.00 xd i moje koleżanki, jako że były wcześniej z rodzicami, nie mogły, więc poszłam z "nowym" kolegom Danielem :) W sumie nie mieliśmy tematów do rozmowy, bo nigdy wcześniej nawet ze sobą nie rozmawialiśmy, więc ciągle poruszałam temat moich koleżanek, z którymi On był. Bezsens.


[Robimy wianuszkiiii <3]
Niedawno poznałam także Zuzię, dzięki Mateuszowi, którego już znacie. Jest naprawdę fajna i zwariowana. Raczej nie mamy problemu z dogadaniem się.
Szkoda tylko, że mieszka w Szczecinie i nigdy tak naprawdę się nie widziałyśmy, jedynie przez kamerkę na skype.
Pro po skype, miałam "zaszczyt" rozmawiać na nim z Prince Kosperem, "askowym fejmem" ale też vlogerem i dawnym gameplayowcem :D
Jak na kogoś znanego jest bardzo sympatyczny.
Cóż... Na pewno mam Wam jeszcze dużo do opisania, ale na daną chwilę nic nie przychodzi mi do głowy. Może to dlatego, że nie wiem jak? Tyle czasu mnie nie było i nagle zjawiam się jak gdyby nigdy nic... Czuję się z tym źle, ale obiecuje Wam, że nie wiem kiedy, ale na pewno napiszę wam następny post kiedy wrócę z Paryża i możecie się spodziewać wielu zdjęć. Jak na razie to tyle...


Jeżeli macie do mnie jakiekolwiek pytania - http://ask.fm/DziewczynaWokularach



Piosenka na dziś:



Macie jakieś głębsze plany na wakacje?

czwartek, 23 maja 2013

Komunia Brata.

Dziennik w formie opowiadani :3

Każdy z Was na pewno pamięta swój dzień Pierwszej Komunii. Dla dzisiejszych dzieci, sama komunia nie ma chyba znaczenia religijnego, a takie, kto dostanie najlepszy a najdroższy prezent.
Mój brat - Alan przyjął Pierwszą Komunię w niedzielę, 19 maja. Już od dawna wiedziałam, że to będzie trudny i długi dzień. Miałam rację.
Przygotowania zaczynały się już od paru tygodni, ale koszmar zaczynał się, tak na prawdę w sobotę. Około godziny 13 przyjechała do mnie ciocia [siostra mojej mamy] z młodszym kuzynem z Bornego Sulinowa. W sobotę wszyscy poszli spać dobrze po 24, a to tylko dla tego, że moja ciocia nie posprzątała po sobie w łazience. Moja mama jest straszną czyścioszką, a ciocia wręcz przeciwnie. Mama ciągle na nią krzyczała itp.
STRASZNIE SIĘ NIE WYSPAŁAM!



W niedzielę wstałam około godziny 6. Wstawanie było najgorszą częścią dnia. Nie wspominam już o tym, że pogoda nie była taka, jaka miałam nadzieję, że będzie. Było mgliście, pochmurnie i deszczowo. Wprost odpowiednia pogoda na fryzurę, z którą męczył się godzinę mój tata. Podnosiłam się z łóżka jakąś godzinę, po czym poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Dowiedziałam się, że mama z ciocią się pogodziły i miałam pewność, że tym razem się wyśpię. Zjadłam śniadanko, poczekałam z jakieś 20 minut i poszlam się pomalować. Ciocia stała mi nad głową ponieważ chciała sama się uczesać. Wygoniłam ją nad przedpokój i powiedziałam, żeby na razie czesała się tutaj bo ja tylko się umaluję i idę do pokoju kręcić loki.
Tak więc pomalowałam się, wzięłam zapożyczoną ok koleżanki [Marty] lokówkę, poczekałam aż się nagrzała i zaczęłam ''kręcić'' sobie włosy. Mama zobaczyła, że mi nie wychodzi, więc poprosiła tatę, który jako jedyny już był gotowy do wyjścia, aby on mi trochę pomógł. Trochę się bałam ponieważ nie wiedziałam co może zrobić z moimi włosami, ale jak się okazało nie było tak źle, nie wliczając tego, że przy tym cały się spocił. [xd]

[Tak, tak... Lans na Polo Market xdd.]

Podczas kiedy tata męczył się z wysoką temperaturą nie tylko zakręcającą moje włosy, ale również taką która spływała mu po czole, do mojej mamy przyszła wyczekiwana i spóźniona o 20 minut fryzjerka. Nikt nie miał pretensji, że się spóźniła tylko dla tego, że jest po operacji nogi, ale w całym tym pośpiechu zapomniała wsuwek do koka, który miała zrobić mojej mamie, więc na poczekaniu wymyśliła coś innego. Mi osobiście fryzura mamy bardzo się podobała, ale to kwestia gustu. W trakcie kiedy moja mama siedziała na niewygodnym krześle pod lekką ręką fryzjerki, w drodze do naszego domu była ciocia ze Szczecina z 19- letnim kuzynem.
Mój tata właśnie kończył kręcić moje niesforne włosy rozległ się dźwięk domofonu. To również spóźniona pół godziny ciocia. Taka zakręcał właśnie ostatnie kosmyki włosów, poszedł zrobić przyjezdnym kawę. Czas nas gonił niesamowicie, zorientowaliśmy się, że kiedy przyjechała ciocia było już około 8.30
Fryzjerka właśnie skończyła swoje dzieło, mama ją pożegnała. Teraz został nam czas na przygotowanie samego Alana.
Mama ubrała go w ciemnoczarny garnitur. Na szyję założyła mu szary musznik w granatowe paski, oraz srebrny łańcuszek. Tata ułożył mu włosy na żel. Wypastowaliśmy mu piękne czarne lakierki i można było powiedzieć, że już był gotowy.
Przed 9 wyszliśmy z domu udając się w stronę kościoła. Po mimo tego, że msza zaczynała się o 10, dzieci musiały być na miejscu o godzinie 9.30
Sama ceremonia Pierwszej Komunii Świętej przebiegła sprawnie i szybciej niż się spodziewałam, dzieci były bardziej skupione i zafascynowane całym zdarzeniem, niż na próbach.
Znajomy mi ministrant, widać było, że śmiał się na widok mnie w sukience, ponieważ chyba jeszcze nikt w takim stroju, z takimi włosami mnie nie widział. Cóż, nie zaprzeczę, było zabawnie.
Po mszy był czas na życzenia i wręczenie prezentów, spotkania się z resztą rodziny, ponieważ w kościele nie było takiej okazji.
Udaliśmy się do domu wczasowego "Grodek" gdzie miała się odbyć reszta Komunii.

Zjedliśmy przepyszny obiad jakim był rosół, a na drugie danie do wyboru schabowy lub zrazy, następnie podano deser - pyszne lody truskawkowo- czekoladowo- śmietankowe z bitą śmietaną, posypane czekoladą oraz mango. Później mogliśmy pojeść owoców, wyjść na świeże powietrze i porobić parę zdjęć.


Potem podali ciasta, kawę i herbatę. Młodsze kuzynostwo prosiło rodziców, aby iść na spacer, ale ci nie chcieli się zgodzić, więc postanowiłam, że ja się z nimi przejdę. Kuzynka zauważyła, że na Muszli Koncertowej są różne pokazy magiczne, więc postanowiliśmy się tam na chwilę zatrzymać. Pewien magik złapał za rękę mojego kuzyna i zaczął z nim biegać po całym placu, po czym zaprowadził go na scenę i ułożył mu z balonów śmieszny kapelusz. Kiedy skończył swój występ, na scenę [z tego co zrozumiałam] wszedł jego ojciec, rozglądał się i rozglądał.



Szukał swojej ofiary, tak jak jego poprzednik aż wreszcie podszedł do ławki, na której siedziałam ja i moje kuzynostwo oraz brat. Alan machał mu przed oczami ręką, aby ten na scenę wziął jego, a jak się okazało nawet to nie pomogło i jego kozłem ofiarnym zostałam ja... Pan Magik mówił do mnie po angielsku, przegonił mnie po całym placu i zaprowadził na scenę, zrobił na mnie jakąś sztuczkę magiczną i jeszcze oblał mnie wodą. Tyle moich znajomych to widziało, ale chyba nie to jest najgorsze. Na scenie stałam w mojej zmoczonej przez Niego SUKIENCE! i wszyscy patrzyli się na mnie jak stoję w SUKIENCE!


 Po moim ''występie'', było to tak o koło godziny 15.30, wróciliśmy do domu wczasowego ponieważ, musiałam jechać z Alanem, rodzicami i chrzestnymi do kościoła, aby Alan mógł odebrać obrazek. Myśleliśmy, że będziemy tam tylko jakieś pół godziny, a okazało się, że wszystko przeciągnęło się do godziny.
Po mszy wróciliśmy i zjedliśmy przepyszną kolację - rybę lub małe kuleczki z kurczaka faszerowane pieczarkami i zapiekane. Po kolacji ja i kuzynka postanowiłyśmy, że znowu pójdziemy na promenadę, ponieważ zrobiło się cieplej. Zabrałyśmy ze sobą chłopaków, zapas owoców i poszliśmy. Po drodze kupiłam sobie bańki, chociaż i tak ludzie już wcześniej się na nas patrzyli, ponieważ każde z nas było ubrane nie tak jak na codzień, a w dodatku Alan ciągle krzyczał, że jest komunistą [xd], a moje banki zwracały jeszcze większą uwagę.
Wróciliśmy do domu wczasowego i pożegnaliśmy dziadków, potem ciocię, następnie drugą ciocię i tak dalej, a na wieczór zrobiło się słonecznie i ciepło. Szkoda, że dopiero na wieczór...
KONIEC.
:)


Po mimo tego, że to nie było moje święto bardzo poważnie do tego podchodziłam, a napisanie tego postu zajęło mi dwa dni :D Mam nadzieję, że to docenicie i pod postem będzie dużo komentarzy :)
Do zobaczenia w następnym poście.
Paa! Xoxoxo :3



Piosenka na dziś:


Lubicie rodzinne imprezy?

wtorek, 21 maja 2013

Noc Duchów.

Heeej!
Jak ostatnio wspominałam, w sobotę miałam się wybrać z koleżanką i kolegą na noc duchów, która jest w tych czasach dosyć popularna. W naszym mieście podobno uczestniczyło w niej ponad 3k osób, a miasto nie jest duże.
Kiedy wychodziliśmy okropnie padało - OBERWANIE CHMURY! [podkreślam to, ponieważ mój kolega się ze mną kłócił, że oberwanie chmury wygląda inaczej. Hahaha xd]. Deszcz nie przeszkodził nam we wspaniałej zabawie. Najpierw poszliśmy zwiedzić Muzeum Rybołówstwa. Mieliśmy piękne powitanie, ponieważ po całym muzeum szwendały się duchy.
*Historia nie jest ulubionym przedmiotem w szkołach ani modnym kierunkiem studiów. Gdy jednak okazuje się, że w naszym rodzinnym mieście żyli pisarz, łotr, rzeźnik, czy śpiewaczka, a ich historia warta jest nakręcenia filmu, to nagle historia staje się nam bliska i ważna.
(UWAGA: Powalająca jakość zdjęć, robionych telefonem!)


**Po ulicy biegał szalony rzeźnik z kawałkiem mięsa. 


**Marlena Dietrich z okna starego ratusza, co kilka minut dawała koncert śpiewając „Lili Marlen”.


 **Król Gustaw II Adolf rwał w złości mapy, głośno przeklinając – na szczęście po szwedzku.



Ja i kolega :3


Po zwiedzeniu muzeum wybraliśmy się do galerii sztuki "44", którą niedawno otworzyli.
Najbardziej podobał nam się oczywiście obraz Adama i Ewy ;> [haha xd]
Kiedy już napatrzyliśmy się na te obrazy, wzięłam ciastko i poszliśmy na Wieżę Widokową.
Zwiedzać galerię skończyliśmy około 20, a o dopiero od 21 wstęp na wieżę był darmowy. Doszliśmy tak około 20.20, ale okazało się, że mogliśmy już wtedy wejść na górę za darmo.
Kiedy schodziliśmy liczyliśmy schody i było ich 227 [?]
Widok nie był taki jakiego się spodziewałam, było już wtedy trochę pochmurno i w koło unosiła się mgła, może dlatego zdjęcia nie są przepiękne, ale może też dla tego, że nie robiłam ich ja, a mój kolega [xd :D]


Taaak, piękne my! <3 :3



W miejscu przeznaczonym do stania był po prostu Potop cz. 3.
A ja, jak to ja mam takie głupie pomysły, że zaczęłam tę wodę spychać na dół [hahaha xd]. Nie dość, że przemoczyłam sobie buty, to jeszcze ludzie się na mnie głupio patrzyli. ;)




Te zdjęcia są już trochę stare, z promenady kiedy Mateusz bezsensownie tracił pieniądze na automaty, ale spójrzcie, ile radości! :D




Pomyślałam sobie, że o komunii Alana napiszę w następnym poście, ponieważ nie przyszły mi jeszcze zdjęcia, które robił mój dziadek, a ten post, ewidentnie byłby za długi :)

Kolega już się niecierpliwi, żebym w końcu zagrała z nim w Multi Theft Auto, więc ja lecę :)

Paa! xoxoxo :3




Piosenka na dziś:






sobota, 18 maja 2013

Dziękuję.

Hej!
Mam dobrą wiadomość. Tylko dzięki Wam postanowiłam zostać ponieważ udowodniliście, że Wam zależy i że czytacie mojego bloga. Otrzymałam 27 pięknych zdjęć, które skleiłam i całość jest niesamowita. Kiedy zobaczyłam efekt końcowy byłam przeszczęśliwa, tak samo czułam się kiedy obierałam każde pojedyńcze zdjęcie.
Dziękuję *.*


Dzięki Wam wiem, że nie piszę bloga tylko dla siebie i że interesuje Was co tutaj piszę. Mam nadzieję, że będzie Wa coraz więcej.

Dzisiaj mam imieniny i daliście mi idealny prezent <3
W pokoju już stoją kwiatki od brata i rodziców oraz babci.


Moja babcia ma dzisiaj urodziny, a ja imieniny, w sumie fajnie :D
Aktualnie siedzę i rozwiązuje sobie zadania z angielskiego, ponieważ mi się nudzi, a za oknem deszcz i burza. Jedyny plus deszczu jest taki, że cudownie pachnie ;o

Alan [mój brat] ma jutro komunię, tak jak wcześniej wspominałam. Już od tygodnia mamy w domu kongo. Rodzice ciągle nie mają czasu bo muszą coś załatwiać.
Dzisiaj przyjechała ciocia z kuzynem. Jutro muszę w stać o 6.30 bo jako pierwsza zajmuję łazienkę [xd]. Komunia jest na godzinę 10.00, ale o wpół do trzeba już być pod kościołem. O 8.00 przyjeżdża druga ciocia z drugim kuzynem, więc mnie po prostu to wszystko przeraża. Po mszy już będzie wszystko na spokojnie, najgorzej rano ;d


Dzisiaj u mnie w mieście jest coś takiego jak 'Noc Duchów'. Wszystkie muzea, galerie i forty są otwarte dla zwiedzających i darmowe. O 20.00 planuję pójść z koleżanką i kolegą zwiedzić muzeum [razem z duchami xd]. Jeżeli któremuś z nas nie będzie pasować to idę z rodzicami i ciocią na promenadę.
Idę dalej rozwiązywać zadania.
Papa :** xoxoxoxo.


Piosenka na dziś:


A Wy lubicie zapach deszczu?

środa, 15 maja 2013

Hej!

Słuchajcie.
Mam genialny pomysł!
Jeżeli zależy wam na tym, abym dodawała posty, udowodnijcie, ponieważ, nie wiem czy one was interesują i czy nadal mam dla was pisać.
Pomyślałam sobie, że zrobię taką akcję, aby każda/każdy napisał na karteczce słowo "Alllice" i zrobił sobie z nią zdjęcie. Kiedy odbiorę karteczki zrobię z nich tło na bloga i całkowicie zmienię jego wygląd, to będzie tak jakby drugi sezon. Będą nowe posty, nowe pomysły i wszystko, czego nie było do tej pory, tylko... pokażcie, że jesteście ze mną i że chcecie czytać mojego bloga. Udowodnijcie.
Zdjęcia możecie wysyłać na mój email: zajac22@opoczta.pl
lub na gadu: 44092043

Poza tym u mnie wszystko dobrze.
W niedziele komunia brata :).
Pa.


I'm s̶a̶d̶ ̶,̶ ̶a̶l̶o̶n̶e̶ ̶,̶ ̶a̶f̶r̶a̶i̶d̶ ̶,̶ ̶u̶n̶h̶a̶p̶p̶y̶ ̶,̶ ̶s̶i̶c̶k̶, fine .

środa, 8 maja 2013

Nieobecność.

Hej!
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale (nie wiem czy można tak to powiedzieć po paru miesiącach prowadzenia bloga) dopadł mnie, znany chyba każdej blogerce kryzys.
Miałam zero pomysłów na posty i skończyło się tak, że postanowiłam przez pewien czas dać sobie spokój.
Przez ten czas raczej dużo się nie wydarzyło. Przed chwilą trochę sobie pośpiewałam, a niedawno na j. polskim oglądaliśmy przecudny film, który na prawdę gorąco polecam : "Stowarzyszenie Umarłych Poetów".
Książka, lektura w trzeciej klasie gimnazjum została napisana na podstawie tego właśnie filmu, ale zupełnie nie odzwierciedla emocji pokazanych w filmie i zachęcam do jego obejrzenia.


Zaraz pojadę na rolki, tylko poczytam książkę i pogram trochę w Multi Theft Auto.
W poniedziałek mam konkurs o Europie, taki międzyklasowy (xd)
Trzymajcie kciuki :3

środa, 1 maja 2013

Must Have 2013

Hej!
Majówka mija mi doskonale.
Dzisiaj przyjechał mój tata z morza i razem z nim, mamą i bratem poszliśmy na długi spacer. Potem byłam na rolkach i wróciłam gdzieś o w pół do 21.

Przygotowałam dla was dzisiaj Must Have 2013, a to dlatego, że jutro jadę do szczecina i musiałam poważnie zastanowić się czego brakuje w mojej szafie, gdyż zbliżają się moje imieniny i moi rodzice pewnie mi coś kupią :3, a poza tym - komunia ;o;




1. - Rozpinana bluza, obojętnie w jakim kolorze, ale najlepiej jakaś jasna :3.
2. - Złote kolczyki, złota bransoletka, złoty pierścionek, na komunię, tak aby pasowały mi do wisiorka i bransoletki :3.
3. - Mała, najlepiej beżowa, lub kremowa torebka, również na komunię.
4. - Spodnie z zamkami na nogawce, przed kostkę, lub z innego koloru podszewką, aby można było je wywinąć.
5. - Parę koszulek. Ze dwie z krótkim rękawkiem, jedna na ramiączkach i jedna z długim lub 3/4 rękawem.
6. - Krótkie spodenki z wysokim stanem. Dobrze by było gdyby nie były zwykle dżinsowe, tylko nie wiem, z jakimś, nawet małym wzorkiem.


To są rzeczy, które planuję kupić w Szczecinie, a to dlatego, że mieszkam w takiej wiosce, gdzie nawet porządnego centrum handlowego nie ma ;/
Mam nadzieję, że zakupy się udadzą.


Tutaj macie naturalną mnie. Zupełnie bez makijażu, z nieułożonymi włosami, prosto z pod prysznica, w piżamie, oraz nołlajfiącą w Minecrafta i Multi Theft Auto :3 <33 + Zdjęcie nie jest przerabiane.
Wszystko czysto, czysto, czysto :D
Widzicie jak się dla was poświęcam ;>

Jak wspominałam brałam udział w konkursie z j. polskiego, z którego nie wiem kiedy będą wyniki, ale za to również wspominałam o sprawdzianie z matematyki i fizyki. Udało się. Chyba rzeczywiście trzymaliście za mnie kciuki. Mimo tego, że z fizyki dostałam 3 jestem zadowolona, ponieważ w ogóle tego nie rozumiem, ale za to z matmy poszło mi wspaniale i dostałam 5 <33

Myślę teraz nad kolejnym tagiem.
To paa!
:D

Piosenka na dziś [MC]:


Nie wiem czemu, ale zakochałam się w tej melodii i teledysku *.*
Boże, co się ze mną dzieje xd


Jak Wam mija majówka? A Wy, co musicie kupić na zbliżające się wielkimi krokami wakacje?